styczeń 2015:

Od wtorku, 30 grudnia (a w niektórych sklepach od 31 grudnia, tj. od środy) można już nabyć kolejny, styczniowy  świąteczny numer "Prawdę mówiąc".

  • Jaka jest jego zawartośc - patrz tekst na główniej stronie portalu.
Aktualnie nie ma żadnych nadchodzących wydarzeń.

Bez Ściemy

Przed Świętami Wielkanocnymi do chorego sołtysa w Kupieninie, Józefa Skowrona wezwano karetkę pogotowia ratunkowego. Później przybyła kolejna. Lekarz stwierdził zgon. Zaprzestano więc reanimacji chorego. Następnie okazało się, że Józef Skowron jednak żyje!   Jak nam powiedział zastępca dyrektora dąbrowskiego szpitala (patrz film niżej) sprawa została już przekazana do prokuratury. Jak to było możliwe, że lekarz stwierdził zgon reanimowanego człowieka, który nadal żył? Gdy ratownicy przybyłej do Kupienina ze Szczucina karetki wezwali na pomoc kolejną, gdyż nie mogli sobie poradzić z reanimacją Józefa Skowrona, okazało się, że kolejna karetka zamiast pomóc choremu, postawiła przedwcześnie kropkę nad „i”, lekarz stwierdził omyłkowo zgon, zakończono reanimację, a żyjący człowiek miał trafić do kostnicy. Gdy okazało się, że sołtys Kupienina jednak żyje, przetransportowano go do dąbrowskiego szpitala. Niestety tuż po Świętach Wielkanocnych,  wczoraj w nocy zmarł. Można oczywiście teraz także spytać, czy gdyby reanimację kilka dni wcześniej kontynuowano, nie udałoby się pacjenta jednak uratować? Ratownicy medyczni w dąbrowskim szpitalu nie chcą na ten temat rozmawiać, zastępca dyrektora szpitala (pod nieobecność dyrektor Kopczyńskiej) skarży się, że w pogotowiu brak ok. 10 lekarzy, gdyż zarobki tam są zbyt niskie. Jak pamiętamy, niedawno wymyślono w dąbrowskim szpitalu zmniejszenie liczby załóg w karetkach specjalistycznych, co może obniżyć jakość świadczonych usług medycznych. Zwolniony z pracy w dąbrowskim szpitalu został najlepszy w Polsce ratownik medyczny, o czym napiszemy w majowym numerze „Prawdę mówiąc”. Zmarły Józef Skowron (na zdjęciu na jednej z sesji Rady Gminy Mędrzechów) był sołtysem Kupienina od ponad 20 lat. Był lubianym przez mieszkańców swej wioski społecznikiem. Pomagał chętnie ludziom. Szkoda, że jemu nie udzielono w odpowiednim momencie właściwej pomocy, gdy jeszcze żył, jak powiedział po zgonie jego syn. Poniżej nasza relacja filmowa m.in. wywiad z wicedyrektorem szpitala dąbrowskiego. O sprawie napiszemy także w majowym numerze "Prawdę mówiąc" Wydawca pisma Robert Kądzielawa oraz redaktor naczelny Marek Ciesielczyk pozwalają sobie przekazać na ręce rodziny oraz przyjaciół śp. Józefa Skowrona wyrazy najgłębszego współczucia. Odejście sóltysa Kupienina oznacza dużą stratę dla całej Gminy Mędrzechów.
czytaj więcej...

(5 komentarzy)

  Wyniki niedawnego sondażu, przeprowadzonego 13 sierpnia przez TNS Polska na zlecenie "Wiadomości" TVP - 43% wyborców chce głosować na PiS, a 11% mniej na PO – udowadniają, że Prawo i Sprawiedliwość może rządzić samodzielnie. Przypomnijmy – polska ordynacja wyborcza sprawia, iż partia, która uzyska więcej niż 43 procent głosów, ma w Sejmie ponad 50 procent posłów. Gdy wyniki ostatniego sondażu powtórzyły  się w najbliższych wyborach parlamentarnych, oznaczałoby to, że PiS nie będzie potrzebowało żadnego partnera koalicyjnego i będzie mogło rządzić samodzielnie.  Ważniejszym jednak zjawiskiem jest stała tendencja wzrostowa PiS. Właściwie każdy kolejny sondaż pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość ma coraz lepsze notowania wyborcze. PiS osiągnęło największą od kilku lat przewagę nad PO (ma 3% więcej niż miesiąc wcześniej, zaś PO 2% mniej). Tak więc Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło największą od kilku lat przewagę nad Platformą Obywatelską i to aż o 11 procent! Na trzecim miejscu jest Sojusz Lewicy Demokratycznej – 12%, zaś na PSL chce głosować zaledwie 5% wyborców, co oznacza, iż nie wiadomo, czy partia w ogóle wejdzie do Sejmu. Ruch Palikota popiera tylko 3% Polaków, deklarujących chęć wzięcia udziału w wyborach. Pewną ciekawostką jest relatywnie dobry wynik Nowej Prawicy - partii Janusza Korwina-Mikke (2%). Tym samym Nowa Prawica wyprzedziła Solidarną Polskę Ziobry, na którą chce głosować tylko 1% wyborców i partię Kowala – PJN – także 1%.  22 procent respondentów nie chce wziąć udziału w wyborach, a kolejne 35 procent nie wie, na kogo zagłosuje. Co to oznacza dla naszego regionu? Teraz jest mało prawdopodobne, by w powiatach tarnowskim czy dąbrowskim PiS nie przekroczyło w  znaczący sposób granicy 50% i uzyskało większość w radach powiatów czy gmin za rok (to jest w wyborach samorządowych). W powiecie tarnowskim oznacza to koniec egzotycznej i niedobrej dla powiatu koalicji PiS-PO-PSL, zaś na Powiślu Dąbrowskim – koniec rządów Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nie wystarczy jednak zdobyć władzę w powiecie. Aby przeprowadzić gruntowane zmiany w naszym regionie, potrzebne są także zwycięstwa w wyborach do poszczególnych rad gmin oraz na wójtów i burmistrzów. Najwyższy czas, aby PiS zaczęło promować swoich kandydatów na radnych, wójtów oraz burmistrzów w naszym regionie. Koniec rządów lewicujących „liberałów” oraz antychłopskich „ludowców” zbliża się….
czytaj więcej...

(1 komentarzy)

      2 października Sąd Okręgowy w Tarnowie rozpatrzył apelację złożoną przez rolnika z Iwkowej , Włodzimierza Knurowskiego, który zorganizował przed budynkiem sądu pikietę, chcąc zwrócić uwagę nie tylko na samą sprawę sądową, ale także ciągnące się od lat inne postępowanie, w wyniku którego Knurowski został bankrutem.   Chyba po raz pierwszy przed tarnowskim sądem zorganizowana została pikieta na znak protestu przeciwko polskiemu wymiarowi niesprawiedliwości. Włodzimierz Knurowski protestował przeciwko temu, jak jest od kilku już lat przez ten wymiar traktowany. Najpierw był ofiarą powodzi. Stracił wówczas niemal wszystko. Twierdzi, iż jego uprawy zalane zostały z powodu niewywiązania się jednego z browarów z obowiązku zabezpieczenia miejscowej rzeki przed wylaniem. Mimo potężnych strat został następnie obciążony wysokim podatkiem, którego nie był w stanie zapłacić. Wówczas komornik zajął jego zwierzęta. Ich wartość – zdaniem Kurowskiego - przewyższała ponad dwukrotnie sumę podatków, które miał rolnik z Iwkowej zapłacić. Konfiskata zwierząt oznaczała dla Knurowskiego życie w totalnej nędzy. Jego losy zostały przedstawione w programie telewizyjnym „Sprawa dla reportera”. Knurowski pojechał do Warszawy ciągnikiem, by zaprotestować pod kancelarią premiera Tuska. Podróż trwała dwa dni. Sprawa Knurowskiego przedstawiona jest w szczegółach na stronie:  www.knurowski.cba.pl Teraz został oskarżony i skazany na zapłacenie 200 zł grzywny za to, iż rzekomo jego konie, które mu jeszcze pozostały, zniszczyły buraki na polu sąsiada na powierzchni – uwaga! – ok. 20 metrów kwadratowych. Knurowski zgodził się iść do więzienia, by nie zapłacić grzywny, którą w końcu zapłacił za niego Urząd Gminy, by pomóc rolnikowi w tej cięzkiej dla niego sytuacji. W całą sprawę została zamieszana policja, a później sądy w Brzesku i Tarnowie. Podatnicy musieli za to wszystko zapłacić – burzy się Knurowski – choć wartość tych rzekomych szkód – była znikoma! „Jest to proces o gówno,” – mówi Knurowski - "gdyż konie miały podobno zniszczyć uprawy między innymi swymi odchodami" (sic!). 2 października Sąd Okręgowy w Tarnowie zmienił wyrok Sądu Rejonowego w Brzesku i teraz Knurowski zamiast grzywną, został ukarany jedynie naganą. Poniżej prezentujemy więcej zdjęć z pikiety Knurowskiego przed tarnowskim sądem oraz relację filmową z samej rozprawy.
czytaj więcej...

(5 komentarzy)

Ostatni dyrektor sekcji polskiej Radia Wolna Europa oraz działacz polonijny, Piotr Mroczyk był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "69". Piotr Mroczyk (ur. 28 września 1947, syn Czesława) działał w "Solidarności" Radia i TV w latach 1980-1981, był wiceprzewodniczącym Krajowej Komisji Koordynacyjnej Pracowników Radia i Telewizji. Później (w latach 80. i 90.) przebywał w USA, pracując w "Głosie Ameryki". Następnie zorganizował w Waszyngtonie Fundację Solidarności „w celu pomagania internowanym i więźniom politycznym”.  ***** Przez wiele lat Sławomir Cenckiewicz (autor książki o Wałęsie), gdy był jeszcze etatowym pracownikiem IPN, miał zajmować się zbieraniem dokumentów na temat działań SB w środowisku polonijnym w USA (pobierając za to prawdopodobnie od jednego ze środowisk chicagowskiej Polonii jakis rodzaj "stypendium"). Miał więc znacznie lepszy dostęp do polonijnych teczek w IPN niż piszący te słowa. Jednak Cenckiewicz nie ujawnił informacji ani na temat Piotra Mroczyka, ani Wojciecha Wierzewskiego (prawej ręki trzech prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej, który także współpracował z SB). Dlaczego? Co więcej, po ujawnieniu przeze mnie dokumentów na temat potajemnych spotkań polonijnego dziennikarza Andrzeja Jarmakowskiego z rezydentami SB w Chicago w drugiej połowie 1989 roku, Cenkiewicz bronił Jarmakowskiego. Dlaczego? Na uwagę zasługuje także powoływanie się na łamach e-Kuriera Dąbrowskiego na portal ProgressforPoland, którego współautor Krzysztof Koch, pytał w Chicago publicznie, jeszcze za życia Prezydenta Kaczyńskiego: "Czy Lech Kaczyński jest gejem"!  *****  W USA Mroczyk był także właścicielem tygodnika "Gwiazda Polarna", a następnie - dyrektorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium (w latach 1989-1994). Zmarł w Warszawie 19 grudnia 2007. Tuż przed śmiercią, 10 grudnia 2007, Piotr Mroczyk został uhonorowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za "wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za zaangażowanie w walkę o wolność słowa i wolne media". Jego ojciec Czesław Mroczyk, był oficerem brytyjskiego RAF-u, zastępcą dowódcy dywizjonu 313, uczestnikiem bitwy o Anglię. Inny b. pracownik RWE i równocześnie b. tajny współpracownik SB, Roman Żelazny, wymyślił niedawno „stypendium imienia Piotra Mroczyka”, przyznawane przez założoną przez siebie Fundację "Zacny uczynek". Przewodniczącym Rady tej Fundacji był sam Piotr Mroczyk. Ubiegać się o nie mogą studenci Uniwersytetu Opolskiego studiujący na kierunkach: politologia, stosunki międzynarodowe, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, socjologia, filozofia. Stypendium ma „upamiętniać bogatą działalność zmarłego w 2007 r. Piotra Mroczyka”. Cień na działalność Mroczyka rzucił sposób zarządzania „Gwiazdą Polarną” i Fundacją Solidarności. Oto fragment jego opisu: „W Chicago zatrzęsło się. Nowy właściciel, Piotr Mroczyk, działacz solidarnościowy, wyznaczył Miladę Zapolnik na pełniącą obowiązki redaktora naczelnego. Później, orientując się, jak błędna to była decyzja, sprowadził z Nowego Jorku Małgorzatę Terentiew-Ćwiklińską. (…) Mroczyk zupełnie nie interesował się gazetą, którą próbował nabyć, bo przecież kupił ją na wariackich papierach, nie mając pieniędzy. To Punkt i tygodnik miały zapracować na spłaty długów, pensje wydawcy i nowej redaktor naczelnej oraz licznych przejazdów na linii Waszyngton-Stevens Point właściciela. Na nieszczęście jeszcze Mroczyk otrzymał posadę dyrektora w Radio Wolna Europa. Pamiętam doskonale moją z nim rozmowę w Rzymie, kiedy to zapytał wprost: „To wy jeszcze wychodzicie?” (…) Na nasze wydawnictwo spadło jeszcze dodatkowo odium działalności Mroczyka. Osławiona Fundacja Solidarność, którą on prowadził, posądzana była o defraudację i swobodne manipulowanie pieniędzmi. Pisała o tym „Kultura” paryska, a jej redaktor Jerzy Giedroyć domagał się od Mroczyka wyjaśnień. Ponadto, Małgorzata Ćwiklińska (…) otworzyła szeroko drzwi publicystom lewicy laickiej.” (za: Dziennik Związkowy, Chicago, 10-17-2008) Niby kryształowy życiorys, odznaczenia, zaszczyty, a z drugiej strony opis dziwnych zachowań Mroczyka jako właściciela polonijnej gazety czy też organizatora Fundacji Solidarności. Także życiorys jego ojca widzimy zupełnie inaczej przez pryzmat dokumentów z IPN. Materiały dotyczące agenturalnej działalności Mroczyka zostały zgromadzone w IPN w zbiorze o sygnaturze INP BU 019 43 / 1137. Okazuje się, że nie tylko nasz bohater, ale także jego ojciec był tajnym współpracownikiem komunistycznych służb specjalnych. Czesław Mroczyk (ur w 1917 roku) był oficerem RAF-u (1939-1947). W aktach IPN występuje w sprawie o kryptonimie „Lombard”. Był tajnym współpracownikiem UB / SB o kryptonimie „ROBERT” od 31 grudnia 1949 do 18 grudnia 1958 (prowadzonym przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu). Przestał pracować dla SB jedynie „z powodu braku możliwości” (jak stwierdza naczelnik Wydziału „C” KW MO w Poznaniu, ppłk S.Forycki 16.01.1973). Ojciec Mroczyka też pracował dla SB   Matką Mroczyka była Angielka – stąd doskonała znajomość języka angielskiego, która później otwierała Mroczkowi drzwi do różnych instytucji. Choć nie ukończył studiów (co przemilcza się - nawiasem mówiąc - w jego oficjalnych cv), był np. lektorem w Polskim Radio w dziale programów dla zagranicy, który produkował pro-PRL-owską propagandę dla Polonii na całym świecie. W charakterze kandydata na tajnego współpracownika SB Mroczyk został zarejestrowany 19 września 1972 roku. Informuje o tym np. zastępca Naczelnika Wydziału II KWMO w Poznaniu, major R. Gorzyński w swoim tajnym piśmie do naczelnika Wydziału III Departamentu I MSW z dnia 17 stycznia 1973. Mroczyk został zarejestrowany przez SB we wrześniu 1972 roku, gdy starał się o wyjazd do Wielkiej Brytanii, by odbyć kurs dziennikarski przy BBC. Major Gorzyński potwierdza, że „…przy zastosowaniu kombinacji operacyjnej z naszej strony, na wyjazd ten (Mroczyk) otrzymuje zgodę i w dniu 28 grudnia 1972 r. odebrał paszport”. Jak więc widać SB zaczęło pomagać Mroczkowi i to już wówczas, gdy nie był jeszcze TW, ale dopiero kandydatem na TW. Esbek zauważa także w swym raporcie z 17.01.1973 r., że Mroczyk „do ewentualnej współpracy z naszymi organami ustosunkowany jest pozytywnie” - patrz zdjęcie dokumentu poniżej:   Mroczyk został następnie skierowany do Wietnamu. Wysłanie go tam jako członka „Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli” (ze strony PRL-u) opiniował Departament I MSW, czyli ta część SB, która zajmowała się zagranicą. Kapitan W. Sobisiak, kierownik Grupy II Wydz. II stwierdza 25 października 1973 roku: „Na podstawie rozmowy (z Mroczkiem) wnoszę, że kandydat jest przekonany, że tak otrzymanie paszportu na wyjazd do Wielkiej Brytanii, jak i wyjazd do Wietnamu zawdzięcza naszemu poparciu”. Oficer Wydz.III Departamentu I MSW Urywaj twierdził 29 listopada 1973 roku, że Mroczyk w Wietnamie był „wykorzystywany operacyjnie w charakterze kontaktu operacyjnego - zlecone zadania wykonywał bez zastrzeżeń. Informacje przekazywał w formie pisemnej”. Także kapitan Lizut, Inspektor Wydz.II Departamentu II MSW potwierdza w swym raporcie z 13 października 1973 roku, że Mroczyk „tę rolę (współpracującego z SB) spełniał już w toku swego pobytu w Wietnamie”. Pewną ciekawostką jest, że TW był ojciec, a później syn, natomiast współpracy odmówiła siostra Piotra Mroczyka – Joanna Mroczyk. (ur. w 1950 roku). Była ona opracowywana przez Wydział II KW MO w Poznaniu jako kandydatka na TW w maju 1970 roku, ale już 21 października 1971 roku zaniechano opracowywania „ze względu na niechęć kandydata do współpracy” – jak stwierdza 16.01.1973 ppłk Forycki - patrz zdjęcie nr 1. Inna część dokumentów nt Mroczyka znajduje się pod sygnaturą IPN BU 002 086 / 1100. Mroczyk zgodził się być tajnym współpracownikiem SB formalnie 5 grudnia 1973 roku. SB założyła „Kwestionariusz TW”. Mroczyk przyjął kryptonim „69”. Podpisał zobowiązanie do współpracy i co ciekawe „TW oświadczył, że na współpracę z naszym aparatem zgodził się z poczucia obywatelskiego i dlatego nie liczy na żadne korzyści materialne”. Później okazało się jednak, ze Mroczyk przyjmował nie tylko pieniądze , ale nawet rzeczowe prezenty od SB. Patrz niżej - zdjęcia kwestionariusz tajnego współpracownika SB Piotra Mroczyka:   Własnoręcznie napisane zobowiązanie do współpracy z SB Mroczyk podpisał 3.12.1973.   W jednym z esbeckich raportów (IPN BU 00 2086/1100 – 16588/1 ) – w charakterystyce TW „69” z 21.02.1977 - czytamy o działaniach Mroczyka jako TW „69” : „W okresie od kwietnia 1974 r. do czerwca 1976 r. był wykorzystywany głównie w stosunku do I sekretarza ds. politycznych ambasady australijskiej w Warszawie Peter Lloyda. Kontakt ten utrzymywał na płaszczyźnie udzielania dyplomacie lekcji j. polskiego. Był również zapraszany na przyjęcia organizowane przez ambasadę australijską. Za pośrednictwem TW realizowano kombinację operacyjną w stosunku do obyw. brytyjskiego, podejrzanego o kontakt z obcymi służbami specjalnymi. W 1975 r. TW został skierowany z zadaniem do attachatu handlowego ambasady brytyjskiej. Na bieżąco przekazuje informacje dot. zapoznanych cudzoziemców. Niektóre z tych osób są interesujące z operacyjnego punktu widzenia: red. Richard C. Longworth, europejski korespondent dyplomatyczny agencji UPI z siedzibą w Brukseli. Obaj zapoznali się u P. Lloyda w 1974 r.; Barlow James – dyr. Biura Łącznikowego BBC, który był służbowo w Polsce; Bob Fiuigan – zatrudniony w World Service BBC”. SB za pośrednictwem Mroczyka inwigilowało także amerykańskich dziennikarzy w czasie wizyty w Polsce prezydenta G. Forda. Jak potwierdza major B. Lizut Mroczyk był wynagradzany. TW „69” np. przyjął od SB w 1974 roku „prezent rzeczowy z okazji ślubu”, a 3. 09.1975 – gotówkę – 500 zł. Własnoręcznie kwitował odbiór pieniędzy od esbeków. Patrz zdjęcia wyżej.   11 lutego 1974 kapitan, a później major Lizut raportował, że przekazał Mroczkowi z okazji ślubu „komplet nakryć stołowych wartości 1.225 zł”. Patrz zdjęcie wyżej.   Współpracę z Mroczkiem SB postanowiła rozwiązać formalnie 12 maja 1982 roku. W IPN nie mogłem – jak na razie (?) – znaleźć dokumentów dotyczących późniejszego okresu. Ostatni zapis to „Pozostaje w zainteresowaniu operacyjnym”. Można spytać, jak Amerykanie mogli zatrudnić na stanowisku dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE człowieka, o którym wiedzieli przecież, że był członkiem PRL-owskiej delegacji do Wietnamu, a wcześniej dziennikarzem komunistycznej rozgłośni propagandowej „Radio Polonia”? Od lewej - Roman Żelazny (także pracownik RWE i współpracownik SB), Jerzy Buzek i Piotr Mroczyk Andrzej Jarmakowski - polonijny "dziennikarz" z Chicago, który utrudnia lustrację Polonii. Niedawno znalazłem w IPN dokumenty obrazujące potajemne spotkania Jarmakowskiego z rezydentami SB w Chicago w drugiej połowie 1989 roku. Ciekawe, dlaczego Cenckiewicz broni tę wyjątkowo negatywną postać?   Krzysztof Koch, b. działacz Kongresu Polonii Amerykańskiej w Chicago, który próbował przed moim wykładem nt agentów w Chicago zastraszyć mnie publicznie w restauracji polonijnej, współpracuje z Jarmakowskim na portalu ProgressforPoland, na który lubią się powoływać liberalne i lewicowe media (ostatnio robi to także na łamach e-Kuriera Dąbrowskiego). Poniżej "kondolencje", jakie otrzymała moja żona spod Chicago w ramach akcji wybijania mi z głowy ujawnianie nazwisk polonijnych agentów. Później otrzymywała także telefony z Chicago, że wrócę do Polski w trumnie, jeśli będę ujawniał nazwiska esbeków: Tak oto o śp. pamięci Prezydencie Lechu Kaczyńskim wypowiadał się współpracownik Jarmakowskiego i portalu ProgressforPoland, pytając publicznie w siedzibie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w USA w Chicago, czy "Lech Kaczyński jest gejem?" - patrz relacja filmowa - tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=1UdjEg0mWJI   Relacja filmowa TVP POLONIA z mojego wykładu w Chicago nt. polonijnych agentów: http://www.youtube.com/watch?v=XjpRPLB77Rs   Poniżej relacja filmowa w 5 częsciach z jednego z moich wykładów w Chicago na temat esbeków. Marek Ciesielczyk autor pierwszej w języku polskim ksiązki na temat KGB więcej informacji - patrz: www.marekciesielczyk.com
czytaj więcej...

(1 komentarzy)